Wielu rodziców małych dzieci zastanawia się nad tym, czy wizyta u logopedy w TYM WIEKU (mam na myśli każdy moment, w którym coś zaniepokoi rodzica) nie jest przejawem nadgorliwości, nadopiekuńczości? Kiedy małe dziecko, dwuletnie na przykład, mówi bardzo mało, zdarza się, że zaniepokojony rodzic słyszy: „Nie panikuj! Jeszcze się rozgada!” albo „Jego tata też nie mówił, kiedy był w jego wieku” lub inna filozoficzna sentencja w stylu „Na wszystko przyjdzie czas…”. Owszem, trudno się nie zgodzić, ale akurat w przypadku opóźnień w rozwoju mowy podobne opinie są absurdalne i świadczą tylko o brakach w wykształceniu osób je wygłaszających. Określone umiejętności dziecka muszą się pojawiać w określonym momencie jego życia, oczywiście możliwe i naturalne są pewne wahania o kilka tygodni czy miesięcy, nie jesteśmy przecież produkowani na taśmie fabrycznej i każdy z nas ma własne tempo rozwoju, ale ich brak lub znaczne opóźnienie jest niepokojącym faktem. I warto go skonsultować ze specjalistą. Jeśli okaże się, że wszystko jest w porządku: dla własnego spokoju, jeśli dowiecie się, że z dzieckiem należy pracować: dla dobra dziecka.
W następnych wpisach postaram się określić ramy norm rozwoju mowy dla dziecka do końca przedszkola. Gdy coś Was zaniepokoi, piszcie. Oczywiście zapraszam do pytań i komentarzy.